Menu

Bez żadnego trybu

dziennik nieregularny

MASOCHIZM NASZ NARODOWY

pankratek

Ciągle nie mogę zrozumieć czemu my, jako naród, nie potrafiliśmy przez osiem lat skutecznie przeciwstawić się grupie oszołomów celebrujących miesiąc w miesiąc, w pseudo religijnych pochodach, najgłupszą z możliwych klęsk, w całym ciągu klęsk narodowych, jaką była katastrofa lotnicza, której przyczyną był splot chorych politycznych ambicji dwóch bliźniaków, bajzel organizacyjny oraz tchórzostwo i jednocześnie idiotyczna brawura pilotów, którzy woleli narazić na śmieć siebie i pasażerów, niż ponieść ewentualne brutalne konsekwencje racjonalnej decyzji o nie lądowaniu w Smoleńsku. Nie rozumiem też, jak przyzwoliliśmy na postawienie pomnika upamiętniającego tę kwintesencję głupoty. Niewinnym ofiarom tej katastrofy należy się godna pamięć w sercach wszystkich, którym byli bliscy. A jej właściwym symbolem jest pomnik na Powązkach. Nie znam narodu, który na głównym placu swej stolicy upamiętniałby powód do wstydu. Tym bardziej nie rozumiem powodu, dla którego na tym samym placu ma stanąć pomnik człowieka, który, gdyby nie rozsądek pilota, chciał narazić na śmierć siebie i parę jeszcze głów państw, rozkazując lecieć w sam środek działań wojennych w Gruzji. Bo jeśli ktoś już zasługuje na pomnik, to ten właśnie pilot, który za swą odwagę zapłacił złamaniem kariery i opluwaniem przez tych, których niechybnie uratował od śmierci. Centralny plac stolicy należy się niedoszłemu kamikadze, bohaterskiemu zdobywcy krzesła w Brukseli. Kudy bowiem do niego takim tam pionkom, jak Piłsudski, Dmowski, czy Paderewski, którzy, co prawda, wywalczyli dla Polski niepodległość, ale zadowalają się mniej eksponowanymi miejscami w Warszawie.

Ale, czy słusznie się dziwię? Co roku minutą ciszy i wyciem syren czcimy powstanie warszawskie, efekt nieodpowiedzialnej decyzji dowódców, za którą generał Anders, gdyby mógł, postawiłby ich pod sąd. Powstanie bezsensowne, za które życiem zapłaciło 16 tysięcy, a ranami 25 tysięcy głównie młodych, gorących patriotów oraz 150 – 180 tysięcy niewinnych cywilów. Ale nie biją w całym kraju dzwony, nie śpiewa się w kościołach Te Deum w rocznicę jedynego udanego powstania wielkopolskiego, w którym zginęło 4,5 tysiąca powstańców. Bo to powstanie przyniosło wolność Wielkopolanom, a nie zgotowało tragicznych losów ludziom i miastu

A Bitwa Warszawska (straty: 4,5 tys. zabitych, 22 tys. rannych, 10 tys. zaginionych)? Według Edgara D'Abernon osiemnasta z przełomowych bitew świata, dzięki której realnie uratowaliśmy Europę przed falą bolszewizmu. Pamiątką zwycięstw Napoleona jest łuk triumfalny w centrum Paryża i mauzoleum cesarza. W Warszawie do dziś, po tej największej polskiej wiktorii ani śladu, a naczelnemu dowódcy tej bitwy, pochowanemu w skromnej krypcie na Wawelu, dokwaterowano ostatnio sublokatorów - dwie ofiary lotniczej katastrofy, z których jedna, mogła swoim słowem sprawić, by do tej katastrofy nie doszło.

A „Solidarność”? Ruch społeczny, który doprowadził do najwiekszych zmian geopolitycznych w Europie po II wojnie światowej. Gdzie go czcimy? Nie w Warszawie, lecz w Gdańsku i nie pod pomnikiem bezkrwawego zwycięstwa, bo tego pomnika nie ma i nie będzie, lecz pod krzyżami upamiętniającymi masakrę robotników w przegranej walce z opresyjną władzą. Nie w atmosferze zgody narodowej i słusznej dumy, lecz osobno i pośród swarów o to, kto stał tam, gdzie trzeba, a kto tam, gdzie stało ZOMO. Nic dziwnego, że świat o tym zapomniał i tę wielką przeminę kojarzy ze zburzeniem muru berlińskiego.

Mamy wyjątkowego pecha, bo przez lata, od wejścia do Unii Europejskiej uważani byliśmy za lidera w wykorzystywaniu stwarzanych przez nią możliwości. Stawiano nas za przykład, dopieszczano najwyższymi proporcjonalnie dotacjami, chwalono.

Na całe szczęście do władzy doszli Prawdziwi Polacy. Oczywiście, zgodnie z naszą masochistyczną tradycją, natychmiast opuścili gacie i biegają po świecie z wypiętą dupą prosząc o solidne lanie. I leje nas, kto może. WRESZCIE MOŻEMY BYĆ SZCZĘŚLIWI.

© Bez żadnego trybu
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci